Om mani padme hum

Odlot
Z Delhi do Leh
Leh
Jezioro Pangong
Hemis
Lamayuru
Vanla
Kiupa La
Hanupata
Potoksar
Pod Sengi La
Gonma
Margun La
Lingshed
Pod Hanuma La
Hanuma La
Parfi La
Hanumil
Pishu
Rinam, Karsha, Pipiting, Padum
Kontakt
Księga gości
Strona startowa
14.07 (piątek – dzień 16)  Przełęcz Kiupa La

No i załamała się. Rano obudziliśmy się pod śniegową pierzynką. 



Sering przyprowadził uciekinierów – oba ośle stadka pasły się dwie godziny drogi od naszego obozu, przy ruinie starej chaty, którą mijaliśmy poprzedniego dnia. Dobrze, że nie postanowiły wrócić do Vanli. Pakowanie w śnieżnej zadymce i takiż marsz pod górę na przełęcz. Cały czas towarzyszy nam gęsta mgła i drobny, zacinający śnieg, nie widać nic na odległość 5 m. Podejście dość wyczerpujące, stromo i ślisko. Nawet mani wall na przełęczy z trudem odnaleźliśmy. Jesteśmy na wysokości 4900m. 



Wiatr hula na przełęczy niosąc tumany śniegu - osiołki odwróciły się zadkami w jego stronę. Ukryci za kamiennym mani wallem odpoczywamy po traumatycznym podejściu. Za to po drugiej stronie przełączy czekają nas o wiele przyjemniejsze wrażenia. Zejście ładne choć strome, śnieg zmienia się w deszcz, potem w mżawkę, coraz spokojniejszą. W końcu zupełnie przestaje padać. Zdejmujemy czapki, rękawice, kurtki. Podczas zejścia długo jeszcze widać przełęcz, cała spowitą we mgle i tumanach śniegu. Przed nami zaś jedna z piękniejszych tras. 



Schodzimy na sam dół do potoku, przy którym znajduje się Base Camp Sud – szkoda, że nie dotarliśmy tu poprzedniego dnia - nie widać ani śladu śniegu. Dalej droga prowadzi lekko w górę. Docieramy do łąki pokrytej fantastycznymi formacjami ze zwietrzałych skał, między którymi prowadzi nasza kręta ścieżka. Następnie ścieżka zmienia się w wąską, ułożoną z kamieni dróżkę biegnącą krętymi żlebami wzdłuż prawego zbocza i przepaści oddzielającej nas od pięknych, kolorowych skał po lewej stronie. 



Pogoda super, ale zasłużyliśmy sobie na nią tą śnieżną, poranną zamiecią. Odpoczywamy na skaju przepaści mając przed sobą w dole malutką wioskę otoczoną zielenią – Sering wymienił jej nazwę na literę B, ale, niestety, jej nie zapamiętaliśmy. Skręcamy na zachód i dochodzimy do małego jeziorka, nad którym przycupnął tea shop i pole biwakowe. Spotykamy na nim całą grupę Francuzów, którzy zamierzają spędzić tu noc. Wojtek został daleko w tyle, więc też się zastanawiamy nad takim wariantem. Jest jednak na tyle wcześnie, że żal nam tracić pół dnia na siedzenie w jednym miejscu. Ruszamy dalej. Ponieważ jest piątek, spotykamy na trasie mieszkańców okolicznych wiosek, którzy wraz z rodziną i krewnymi korzystają z wolnego czasu i przemierzają okoliczne trasy na zasadzie niedzielnego spaceru chyba. Ostatni odcinek drogi przed przełęczą Kiupa La przywodzi mi na myśl bezkresne stepy porośnięte trawą – olbrzymie zielone zbocza i wzdłuż nich jasne wydeptane ścieżki. Do przełączy Kiupa La (4430) dochodzimy jeszcze w promieniach słońca. 



Widać z niej nasz kolejny etap, w stronę Lingshed. W dole, otoczona zielenią i oświetlona promieniami zachodzącego słońca bieleje wioska Gonma i na lewo od niej wioska Skyumata (4060 m npm). Poniżej Gonmy, nad potokiem czeka na nas pole namiotowe. 



Zejście z przełączy jest długie, monotonne, czasami bardzo strome po czymś, co już dawno przestało być skałą i przypomina bardziej wyschniętą, rozdeptaną glinę. Ale jak się na chwilę przystanie i popatrzy na to, co widać dookoła, to się na te wszystkie dyrdymały nie zwraca uwagi. 



Tea shop niestety był już zamknięty na trzy spusty, chociaż jeszcze nie było ciemno, kiedy dotarliśmy na dół. Sering jak zwykle pomknął na noc do wsi, do krewnych. Wojtek pojawił się na dole dopiero koło godziny 19. Tu w dole, w kanionie wyżłobionym przez potok, było już ciemnawo, kiedy do nas dotarł. Czekałyśmy z gotowym obiado-kolacją, więc wybaczył nam wydłużenie trasy – bardzo liczył jednak na to, że zatrzymamy się na noc nad jeziorkiem. Nim udaliśmy się do namiotów, nieoczekiwanie przybyli jeszcze jedni goście – para Francuzów, która zostawiła swoje klamoty i przewodników w Lingshed i udała się tutaj na nocleg. Spodziewali się, że tea shop będzie jeszcze funkcjonował. Ponieważ powrót nie wchodził w grę, uraczyliśmy ich naszymi zapasami zupek, kisielków i herbaty. Tym samym spędziliśmy wieczór w miłym towarzystwie. I podjęliśmy odważną decyzję – jutro nigdzie nie idziemy – odpoczywamy.

 

Dalej

 


Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (6 wejścia) tutaj!
Galeria
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=