Om mani padme hum

Odlot
Z Delhi do Leh
Leh
Jezioro Pangong
Hemis
Lamayuru
Vanla
Kiupa La
Hanupata
Potoksar
Pod Sengi La
Gonma
Margun La
Lingshed
Pod Hanuma La
Hanuma La
Parfi La
Hanumil
Pishu
Rinam, Karsha, Pipiting, Padum
Kontakt
Księga gości
Strona startowa
20.07 (czwartek – dzień 22)  Rinam, Karsha, Pipiting, Padum

Budzimy się rano, jemy śniadanie i ruszamy dalej. 



Piękna, słoneczna pogoda i płaska, sucha kraina. Przez pierwsze trzy godziny marszu było tak płasko, że nie sposób było udać się za tzw. potrzebą – zero krzaków, zero większych kamieni, zero większej kępy trawy – ku przestrodze. W pobliżu Rinam docieramy do rzeki i budowanego nad nią mostu. Wojtek z Marysią postanawiają resztę drogi przejechać okazją – toyota combi przywiozła na budowę mostu materiały i wracała do Piszu. My z Asią postanawiamy godnie zakończyć ten trekking no i dotrzymać towarzystwa Seringowi.



W Rinam zaczyna się już bita, gruntowa droga biegnąca przez Karshę do Padum. Gdyby nie upał i ciągły marsz pod dość silny wiatr może byłoby miło. Ale nie było. W dodatku przegapiłyśmy skrót omijający Karshę i biegnący w lewo od drogi prosto do żelaznego mostu nad Zanskarem.



Karshę musiałyśmy zaliczyć pnąc się mozolnie pod górę. W pozycji pionowej podtrzymywała nas jeszcze nadzieja na jakąś kawo-herbatę z miłym małym co nieco słodkim. Niestety – wszystko w Karshy było pozamykane na cztery spusty i to od dawna. Spod gompy widać było natomiast piękne rozlewiska Zanskaru i całą trasę do Padum. 



I znowu wydawało się wszystko tak blisko – przejście przez most, krótka prosta droga, po której przemykały w tumanach kurzu samochody i wreszcie kres naszej wędrówki – Padum (3550 m npm). W rzeczywistości szliśmy – od mostu już razem z Seringiem – jeszcze 3 godziny.

Najpierw asfaltową drogą przez kamienistą pustynię po której hulał wiatr i kurz. 



Potem przez miasteczko Pipiting (3560 m mnp) – na jego obrzeżach zauważyliśmy na szosie, a potem również na poboczach, całe stada koników polnych, wcale nie zielonych, tylko czerwonych, pomarańczowych i brązowych. Do głowy nam nie przyszło, że była to forpoczta szarańczy, która w dwa tygodnie później przewali się przez dolinę Zanskar pożerając 70% upraw rolnych (przeczytaliśmy o tym w gazecie w hotelu w Dżajpurze). 



Niepostrzeżenie dla nas Pipiting przeszedł w Padum i kiedy mieliśmy już naprawdę wszystkiego dosyć, stanęliśmy przed drzwiami hotelu, w którym postanowiliśmy zamieszkać wcześniej i w którym byliśmy umówieni z Wojtkiem i Marysią. 



Sering zakwaterował się w namiocie u kolegi, z którym często spotykaliśmy się na trasie naszego trekkingu.

Wieczorem zapraszamy go na pożegnalną kolację w hotelowej restauracji. Jemy pierożki momo, surówki, pijemy lassi, herbatę – wszystko ostatni raz z Seringiem. Pamiątkowe zdjęcia i nieuchronne pożegnanie. 



Teraz się będziemy martwić, czy dotrze cało i szczęśliwie z całym wynagrodzeniem do domu. Podejmujemy też decyzję – nie idziemy dalej, do Darczy. Zostawiamy sobie ten kawałek na przyszłość. Postaramy się dotrzeć autobusem do Srinagaru, co nam się zresztą udało i było znakomitym pomysłem.


Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (22 wejścia) tutaj!
Galeria
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=