Om mani padme hum

Odlot
Z Delhi do Leh
Leh
Jezioro Pangong
Hemis
Lamayuru
Vanla
Kiupa La
Hanupata
Potoksar
Pod Sengi La
Gonma
Margun La
Lingshed
Pod Hanuma La
Hanuma La
Parfi La
Hanumil
Pishu
Rinam, Karsha, Pipiting, Padum
Kontakt
Księga gości
Strona startowa
12.07 (środa – dzień 14)  Potoksar

Z Hanupaty kierujemy się wzdłuż potoku Yapola River do przełęczy Sirsi La (4800 m npm), a stamtąd do Potoksaru (4130 m npm). Początek jest łatwy i monotonny – po prawej malownicze zbocza, po lewej Yapola River, bardzo łagodnie pod górę, i tak przez jakieś 2 godziny. Pogoda zaczyna się psuć. Mgła, mżawka, robi się chłodno. Z utęsknieniem wyglądamy jakiegoś tea shopu, żeby się napić gorącej herbaty. Dochodzimy do mostku zaznaczonego na mapie, ale niestety, po tea shopie, o którym wspominał autor przewodnika, został tylko napis na ścianie skalnej. Podejście za mostkiem przypomina nasze bieszczadzkie połoniny. We mgle przechodzimy ścieżką w poprzek usłanego kruszywem żlebu (chwilę potem będę świadkiem, jak spadnie stamtąd objuczony koń. Na szczęście nic mu się nie stało, ale poganiacze musieli wtaszczyć na górę wszystkie klamoty, które się z niego zsunęły i pomknęły w dół żlebu). Za kolejnym ramieniem kolejnego żlebu nareszcie miejsce, gdzie można odpocząć – tea shop!!! Wyciągamy cieplejsze ubrania, pijemy herbatę, która, niestety, momentalnie stygnie. Sirsi La, rozłożysta jak siodło końskie, ginie we mgle i mżawce. Rozpoczynamy ostatni etap podchodzenia na przełęcz. Bez przykrych niespodzianek wchodzimy na przełęcz po 1,5-godzinnym mglistym podejściu. I wreszcie słońce! Z przełączy na południu widać piękną panoramę gór.



Mamy jednak mały problem - którędy zejść z przełęczy? Nie ma tu, tak jak u nas w Polsce, oznakowań szlaku, żadnych strzałek. Czekamy na Seringa, który wkrótce dociera i pokazuje nam kierunek marszu – granią przełęczy w lewo i po 30 metrach, za załomem skalnym odnajdujemy początek ścieżki w dół. Pogoda po drugiej stronie przełęczy piękna - znów jest ciepło i słonecznie. Zbocze, którym schodzimy lub zbiegamy, pokryte jest okruchami łupków mikowych i położone jest od zachodniej strony. Oglądane już z dołu wygląda jak ze srebra – skrzy się w słońcu i promieniuje srebrnym blaskiem. Mamy też wdzięcznych obserwatorów – liczne świstaki, 



które korzystają z pięknej pogody i niezmąconej niczym ciszy. Gdzieś w oddali, za odległym zboczem, zakrętem potoku i kilometrami dreptania po ścieżkach przypominających bieszczadzkie upłazy, leży Potoksar. Docieramy do niego jeszcze przed zachodem słońca. 



I tym razem obóz jest położony nad potokiem, jakiś kilometr przed wsią. Na kempingu, oprócz znajomych już grup turystów podążających tym samym, co my, szlakiem, zebrała się cała wieś, która w czynie społecznym wznosi jakąś budowlę nad strumieniem – może to będzie toaleta? Nasz genialny prymus odmawia nam, niestety, współpracy – a to bucha ogniem, a to gaśnie – nici z gotowania. Wspomaga nas zaprzyjaźniony poganiacz biorący udział w wyprawie szwajcarskiej, i dostarcza nam przegotowaną wodę, ale daje do zrozumienia, że to jednorazowa akcja i na więcej nie mamy co liczyć. Ponieważ Sering rusza na nocleg do wsi, w której ma krewnych, powierzamy mu zadanie – zdobycie za wszelką ceną jakiegoś prymusa. Zasypiamy w otwartych namiotach, z widokiem za oświetlone zachodzącym słońcem szczyty i bielejącą na ich tle wieś Potoksar.

Dalej

 


Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (1 wejścia) tutaj!
Galeria
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=